Brugia zimą – ulicami miasta

Brugia – małe miasteczko pełne czekolady.

Ten uroczy zakątek świata, jakim jest Brugia, leżąca pomiędzy Brukselą i Ostendą, zyskał sławę dzięki pięknej architekturze starego miasta. Historyczne centrum Brugii zostało wpisane na listę UNESCO w 2000 roku. Stare miasto opasane jest licznymi kanałami, po których pływają łódki przewożące złaknionych wrażeń turystów. Miasto posiada mnóstwo zabytków, które znajdujemy na każdym kroku. Warto zaglądać również do muzeów.

 

Nazywana flamandzką Wenecją, Brugia cieszy się uznaniem i popularnością odwiedzających. Sława miasta przyciąga tu wielu turystów, co czyni to miejsce niebywale.. tłocznym. Słuchając opowieści o niezwykłej urodzie Brugii, dałam się skusić na podróż do miasta. Chciałam sprawdzić na własne oczy, jak jest naprawdę.

Podróż do Brugii jest dość prosta. Z kilku dworców w Brukseli, kilka razy w ciągu dnia kursują tu pociągi. Podróż trwa 1,5 – 2h, w zależności od połączenia. Najlepiej podróżować w weekend, kiedy można kupić na kolei tani bilet weekendowy, który pozwala nam wsiąść do dowolnego pociągu i dostosować powrót do czasu jaki planujemy spędzić w mieście, bez obaw, że musimy zdążyć na konkretną godzinę powrotu (zawsze można pojechać kolejnym pociągiem). Do Brugii dostać można się również bezpośrednio z lotniska Charleroi kupując bilet na autobus www.flibco.be. Kupując z wyprzedzeniem trafimy na bardzo dobre ceny.

Informacje praktyczne.

Jeśli przyjeżdżamy pociągiem, w Brugii na dworcu warto zatrzymać się w punkcie informacji turystycznej. Można dostać tu bezpłatną mapę miasta (bez obaw, trudno tu zabłądzić, ale mapa sprawnie przeprowadzi nas do atrakcji ukrytych w wąskich uliczkach starego miasta, jak choćby muzea Picassa i Salvadore Dali), znaleźć informacje o tym co warto zobaczyć i co aktualnie dzieje się w mieście. Wychodząc z dworca wystarczy podążać za tłumem, który nieomylnie doprowadzi nas do centrum miasta. Spacer jest krótki, twa 5 – 10 min. Wąskie, brukowane uliczki na które wkroczymy, zachwycają przede wszystkim pięknymi.. drzwiami domów. Solidne, drewniane i kolorowe skrzydła przyciągają uwagę.. cały swój pobyt poświęciłam na robienie im zdjęć, bo to one zaciekawiły mnie najbardziej w całym mieście.

Stara Brugia to plątanina wąskich uliczek, niewielkich placyków, deptaków nad rzeką, mostów i mostków wznoszących się łukami nad kanałami wodnymi. Czyste, kolorowe, pięknie odnowione kamieniczki dotykające niekiedy lustra wody, porośnięte winoroślą i osłonięte gałęziami drzew tworzą bajkowy klimat. Szkoda, że ceną za to piękno jest obecność krzykliwego tłumu turystów wylewających się z każdego miejsca, robiących masę zdjęć, pływających w łódkach, siedzących w ogródkach, stojących w kolejce do ratusza i tłoczących się w sklepach z czekoladą. Kropką nad i jest usytuowany w pięknej kamienicy zaraz przy rynku trzypiętrowy McDonald…

W Brugii jest naprawdę tłoczno..

Sklepy dostosowały swoją ofertę do odbiorców i zalewają wystawami pełnymi stylizowanych pamiątek, regionalnych produktów, magnesów, pocztówek, nie mówiąc już o belgijskiej czekoladzie, którą każdy sklep „podaje” inaczej, walcząc oryginalnością o klienta. Atmosferę podgrzewa zapach oleju z budek z fast foodami, oraz przejeżdżające co rusz dorożki, wiozące amatorów zwiedzania przy wykorzystaniu zwierząt.

Brugia

Tak wygląda zimowa Brugia w śnieżno – deszczowy weekend lutego. Są ok 2 stopie Celsjusza. Do łódek na kanałach (otwartych, bez dachu) wsiadają turyści. „Szaleńcy” – myślę sobie, naciągając czapkę bardziej na uszy. Nie wyobrażam sobie tego miejsca w lecie, gdy turystów jest jeszcze więcej. Niemniej jednak miasteczko jest urocze. Zimowa sceneria dodaje mu tajemniczości. Zdarzają się miejsca, gdzie nie ma wielu ludzi. Warto szukać takich uliczek i miejsc do zdjęć.

Ostende, Belgia

Planując podróż do Brugii i kupując bilet kolejowy zauważyliśmy, że pociąg kończy bieg w Ostende, do którego bilet droższy był tylko o 5 euro. Trudno było odmówić sobie przyjemności odwiedzenia belgijskiego kurortu nadmorskiego, zatem kupiliśmy droższe bilety. Bardzo cieszyłam się z tej decyzji uciekając z zatłoczonej, cukierkowej Brugii do opuszczonego, smagającego morskim wiatrem Ostende. Na miejscu przywitała mnie pusta plaża, stoisko ze świeżymi, wędzonymi rybami (pycha!), i nastrojowe restauracyjki serwujące mule i wino.

Ostende rzeźby na promenadzie.

 

Ostende. Panorama morza.

W Belgii… jedźcie do Ostende!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *