Dubaj – ulicami miasta

 

Dubaj

Decyzja o podróży do Dubaju zapadła trochę przypadkiem. Nie było to miasto, które miałam na liście swoich planów. Ogromne wieżowce nie są moją pasją i nic mnie tam nie ciągnęło. Tak się jednak złożyło, że zdecydowałam się na tą podróż i koniec końców cieszyłam się z powodu tego wyjazdu. Do Dubaju poleciałam w lipcu, w czasie Ramadanu.

Dubai Mall

Życie w czasie ramadanu

Ponieważ jednak godziny w centrach handlowych, czy wydawanie fortuny na pobyt w najwyższym budynku świata nie wydawały mi się ciekawym spędzaniem czasu, po cichu zaczęłam rozglądać się za tym o czym nie piszą przewodniki, czyli sekretami miasta. Swoją podróż postanowiłam przeznaczyć na odkrywanie Dubaju, który znajduje się poza forpocztą złożoną z blasku i splendoru widocznego w folderach reklamowych. Odkrywanie miasta wymaga jednak czasu i wielu wydeptanych kilometrów… jak to jednak zrobić w temperaturze 47 stopni? Sprawa okazała się trudniejsza niż myślałam. Do ogromnego upału dochodzi bowiem bardzo duża wilgotność powietrza, która sprawia, że nie ma czym oddychać. Brak wiatru i wilgoć skraplająca się na każdym kawałku ciała, ubranie przylegające do niego w kilka minut po wyjściu z hotelu i blokujące ruchy.. nie było łatwo. Najprościej w takim klimacie byłoby się rozebrać. Zostawić na sobie absolutnie niezbędne minimum, ale.. nie wolno. W ZEA obowiązują pewne normy dotyczące strojów. I normy te są absolutnie nieadekwatne do pogody. Koniec końców wypracowałam męczący kompromis.

Dubaj

Turyści przyjeżdżający do Dubaju nie zawsze przestrzegają zasad obowiązujących przez prawo, które dotyczą ubrania. Warto wiedzieć, że można wtedy narazić się na mandat, jeśli trafimy na policjanta, który jest osobą mocno wierzącą. Jednak nie jest to regułą, zdarza się, że przymyka się oczy na to jak ubierają się turyści. Wszystko zależy od miejsca. Jeśli pojedziemy na wycieczkę jeepem na pustynię i będą na niej turyści i kierowcy, nikt nie zareaguje na skąpe stroje pań, będą się nam jedynie mocno przyglądać. Wybierając się jak ja, na spacer uliczkami miasta, dobrze dostosować się do obowiązujących norm, aby nie narazić się na nieuprzejme lub wręcz wrogie i nachalne traktowanie.

Dubaj

Podziały klasowe

Hotel w którym się zatrzymałam, szczęśliwie dla mnie, znajdował się w okolicy niskich zabudowań, w pełni zajętych przez lokalnych mieszkańców. Należy dodać, że mieszkańcami tymi są w większości Filipinczycy (tania siła robocza), choć mieszka tutaj również uboższa ludność arabska. Wokół znajdowało się bardzo dużo lokalnych sklepów, marketów, małe meczety, pralnie i niewielkie restauracje. Dzięki temu, każdego dnia rozpoczynając i kończąc swoje wędrowanie przebywałam moją dzielnicę, wracając do hotelu inną przecznicą, oglądając domy, podwórka, patrząc na to co robią ludzie i jak płynie ich codzienne życie. Najbardziej podobały mi się wieczory, kiedy Arabowie ubrani w swoje suknie, lub luźne bawełniane koszule wynosili krzesła, skrzynki lub siadali bezpośrednio na chodniku przy domu, najczęściej na rogu ulicy, w grupie 5- 7 osób, palili wspólnie shishę lub po prostu siedzieli i rozmawiali godzinami. Na ulicę wychodziły koty, zakradając się do śmietników na wieczorną ucztę. W takich momentach nie wiedziałam kto kogo tak na prawdę obserwuje bardziej. Pisząc o siedzących na chodnikach grupami tambylcach mówię bowiem o mężczyznach. Kobiet nie widziałam nigdzie. Moje pojawienie się na ulicy w kontekście tych zwyczajów było zatem poruszające dla wszystkich. Robienie zdjęć w takiej sytuacji było absolutnie ryzykowne.

Dubaj

Co się kryje za lasem wieżowców?

W Dubaju wyjście poza centrum wieżowców ukazuje arabski kraj, który nie różni się od innych. Wyznawane są w nim te same wartości, kultywowane są te same zachowania, podejście do czystości i higieny jest podobne jak w innych krajach. Chodniki urywają się nagle i toną w czeluściach piaskowych, niewykończone, co powoduje odpadanie kolejnych elementów. Nagły krawężnik postawiony bez kontynuacji myśli, wyłania się z piasku i kończy parę metrów dalej. Na asfaltowej drodze w miejscu wyjazdu z piaszczystego parkingu tworzy się hałda piasku wysoka na pół metra stanowiąc naturalny, niesprzątany przez nikogo próg. Nawet w centrum pomiędzy wieżowcami znajdują się piaszczyste dziury, może na przyszłe budynki, zakryte przed oczami turystów banerami, widoczne z poziomu chodnika, ale kto tutaj chodzi pieszo? Metro, tunele, taksówki, księżycowy świat gdzie życie możliwe jest tylko w przestrzeniach z tlenem (klimatyzacją), naturalna atmosfera nie zapewnia przetrwania, warunki niemożliwe do życia… W tunelach księżycowych żyją bogaci szejkowie i europejczycy zatrudnieni na kontraktach. Na nieprzyjaznych piaskowych obszarach żyją zaś robotnicy z Filipin i biedni robotnicy portowi. Dzielnice podzielone są zgodnie ze statusem materialnym. Dubaj to miasto ogromnych kontrastów. Wieczorna ulica filipińskich tanich pracowników zawsze tętni życiem.

Biedni Arabowie modlą się w blaszanych, składanych, przenośnych meczetach.

Dubaj

Deira – Dubaj

Poza lasem wieżowców przeciętych sześciopasmowymi ulicami ściele się małe miasto. To są korzenie obecnej glorii, źródło sukcesu i pierwszy punkt w historii Dubaju. Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze ludy arabskie nie były zjednoczone, a pierwszy szejk El Zayed rozpoczynał swoje rządy, kilka plemion zajęło pustynne miejsce nad morzem. Okazało się ono wyjątkowo dobre do pozostania tu na zawsze, ponieważ morze było bogate w perły, a statki z przyprawami żeglujące ku Europie chętnie się tutaj zatrzymywały, aby uzupełnić prowiant i trochę pohandlować. Mimo ciężkich warunków klimatycznych Plemię rosło w siłę, a osada w liczebność. Ludzie zajmowali się głównie pracami portowymi i poławianiem pereł. To właśnie była Deira.

Deira Heritage House

Po drugiej stronie zatoki powstawać zaczęło kolejne miasteczko, które dzięki odkryciu w okolicach ropy, szybko zaczęło się rozrastać, poszerzać swoje terytoria, aż koniec końców wchłonęło Deirę do siebie, jako to silniejsze, bogatsze i rosnące szybciej, bowiem ropa okazała się cenniejsza niż perły. To właśnie jest Dubaj.

Dubaj Al Arab

Wycieczka do starej dzielnicy portowej Deiry wymaga opuszczenia centrum i metrem czy autobusem, odbycia blisko pół godzinnej podróży w stronę zatoki. Na prawdę warto odbyć tą podróż, ponieważ odkryć możemy tutaj zupełnie inny świat. Staroarabskie niskie budynki, heritage house, muzeum Dubaju, słynne suki złota i przypraw, otoczone klimatem czystym w swej formie.

Deira

W Deirze budynki są białe, jasnoszare, piaskowe.. Chodniki też są jasnoszare. Na gzymsach budynków wiją się arabskie zdobienia. Mężczyźni chodzą w sukniach długich do ziemi. Kobiet nie ma, nie licząc mnie i Filipinek sprzedających w kilku sklepach. Na ulicach pusto, ludzie wychodzą w temperaturze 45 stopni, tylko rano na targu więcej ludzi, tylko wieczorami mieszkańcy wygrzewają się na ciepłych chodnikach.

Deira wejście do suku

Złoty suk i przyprawy

Suk złota omijam z daleka. Nie znam cen złota, nie znam wartościowych prób bez dodatków i zanieczyszczeń, nie chcę kupować. Idę w stronę podcieni, filarów i straganów z przyprawami. Uliczni kupcy bez kramów, których wziąć można za przechodniów, a którzy okazują się naganiaczami nie dają mi długo spokoju oferując zegarki, szwajcarskie zegarki! Złoto! Kolczyki, bransoletki! Powtarzam jak katarynka „nie” i idę swoją drogą naprzód, do sukni, poduszek, dywanów i przypraw, z których niewiele potrafię rozpoznać. Szafran! zachwalają sprzedawcy, nie dając mi spokojnie oglądać tych wszystkich cudów.

Deira suk

Stragany ciągną się w wąskich korytarzach uliczek, szczelnie zasłonięte przed słońcem prowizorycznymi dachami. ma to swoje zalety – można dłużej chodzić i oglądać, słońce nie dostatnie tutaj nikogo. Ceną za to jest cień, prawie półmrok. Obchodzę suk kilkakrotnie, kiedy pojawiam się kolejny raz sprzedawcy już mnie rozpoznają i odpuszczają sobie zaczepianie mnie. Wiedzą już że szukam tego czego nie mają (pocztówka z flagą), i konsekwentnie odmawiam. Nareszcie mogę swobodnie oglądać, zachwycam się małymi kadzielnicami z okrągłymi węgielkami na których palą się wolno kadzidła, zapach jest oszałamiający, pomysł też, wiem już że jedna z nich wyjedzie w mojej walizce. Oglądam suknie – piękne kolorowe suknie kobiece, tylko kobiet brak do ich kupowania, brak kolorowych kobiet na ulicach, wszystkie przecież spowite w czerń, czasem tylko oczy widać.. Gdzie one to noszą? – zastanawiam się.

Idę więc dalej, bo oto za rogiem otwiera się zatoka którą morze wdziera się w głąb lądu..

Deira port

Stare łodzie w Deirze. Relikt przeszłości, żyjący skansen, którym rejs kosztuje jednego dirchama, jak za jednego dukata rejs po styksie. W ostatniej podróży. I tak się nierealnie czuję, siadam z boku, żeby widzieć dobrze, żeby rozkoszować się widokiem, na drewnianej ławce w rzędzie tambylców, wszystkich płci męskiej, jak najdalej zatem, bo patrzą kto ja jestem. Zakładam chustę na głowę, dają mi spokój. Ukradkiem robię zdjęcia. Odpływam z najpiękniejszej przystani jaką dotąd widziałam, w stronę suku, do portu, gdzie staruszki statki pokryte paczkami ładunków, obok zdobionych żelaznymi okuciami ciężarówek (nawet ciężarówki we wzory tutaj są, jaka dbałość o szczegóły), a wszystko takie niebieskie, że trudno oczy oderwać…

Deira port

W ZEA zobaczyłam dużo. Ceny benzyny i wynajmu samochodu są bardzo niskie. Dzięki temu udało mi się zwiedzić pół tego pustynnego kraju. Poza centrami stworzonymi dla bogatych, nie różni się on niczym od innych arabskich krajów. Biedni ludzie, jak wszędzie handlują na sukach i przy drogach. Jedzą na plastikowych krzesłach w jadłodajniach z shoaramą, ubrania mają szare i znoszone. W ZEA imponujące budowle tworzą inżynierowie z Europy. Bardzo łatwo tutaj o pracę. A zarabia się świetnie.

Dubaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *