Jedzenie w Belgii. Czego warto spróbować?

Jeśli coś zostało dobrze przyrządzone, należy o tym napisać. Na osobny wpis zasłużyło więc jedzenie w Belgii. Państwo znane z kilku przekąsek oraz świetnej czekolady, kulinarnie stoi jednak … mulami! I o tym dziś słów kilka.

 

CO WARTO ZJEŚĆ W BELGII – lista niepełna

1. Belgijskie czekoladki

Mistrzów czekolady znaleźć najłatwiej w stolicy – Brukseli, w pasażu, gdzie z dumą prezentują swoje wyroby. Czekoladki to prawdziwe dzieła sztuki, zaskakujące kształtami i feerią smaków. Najlepsze z nich samotnie zdobią wystawy, chwaląc się jakie i kiedy zdobyły nagrody na międzynarodowych targach. Kupujemy je na sztuki i na wagę, komponując własny zestaw idealny. Istnieje możliwość bezpłatnej degustacji czekolad.

Belgijska czekolada jest magiczna.. aksamitna.. W pełni zasłużyła sobie na sławę jaką się cieszy. Mam swoje ulubione dodatki, z którymi belgijskie pralinki smakują najlepiej – pomarańcza, marcepan, razem z gorzką czekoladą stanowią dla mnie najlepszą przekąskę! Koniecznie spróbujcie tych pyszności w Belgii, są tego warte!

Poza Brukselą, w wielu miastach znajdują się sklepy oferujące arcydzieła czekolady belgijskiej. Dużo sklepów i spory wybór oferuje turystyczna Brugia. Tutaj w uliczkach prowadzących do rynku spotkacie sporo czekoladowych wystaw przyciągających turystów.

 

2. Belgijskie frytki

Ten temat pozwolę sobie przemilczeć. Ogrom pasjonatów tego.. dania zaskakuje mnie na równi z jego cenami. Jeśli jednak i wy je lubicie – znajdziecie je zawsze w centrum miasta. Oczywiście z majonezem 😉

3. Belgijskie gofry

Przysmak niewielki, za to w wielkiej cenie. Mały, pusty goferek kosztuje niezmiennie 2 euro, a każdy dodatek powiększa jego cenę. Najbardziej popularnym z nich jest oczywiście czekolada. Wygląda ślicznie, ma swoich amatorów. Dla mnie wygrywają jednak polskie gofry sprzedawane nad polskim morzem.

 

 

Opowiedziałam Wam o przekąskach, czas już na danie główne! Najlepsze co Was może spotkać w Belgii (czekoladki wybaczcie), to MULE!

Mule „z wody” w restauracji. Tym razem w Ostende.

4. Mule

Mule to dla mnie wielka belgijska umiejętność żonglowania smakiem i sposobem podania, która warta jest swojej ceny. Przysmak oczywiście dla pasjonatów owoców morza. Mule w Belgii znajdziemy w wielu miejscach. W Brukseli całe stare miasto najeżone jest restauracjami serwującymi mule. Dostaniemy je podawane w kociołku „z wody” w muszlach, w winie, lub  otwarte, na półmisku z czosnkiem, masłem, lub z wybranym sosem. Do kociołka z mulami gratis podawane są frytki, często również piwo. Cena podstawowego kociołka w zależności od miejsca to 13 – 20 euro. Jak zapewne się domyślacie, nie zawsze najtaniej znaczy najlepiej. Wieść niesie, że w Brukseli najlepsze mule znajdziecie w Chez Leon. Nie jest tutaj tanio, a stolik wieczorem trzeba zarezerwować. Często pod restauracją jest kolejka ludzi oczekujących na wolne miejsce. Popularność restauracji jest najlepszym dowodem na jakość podawanego tu jedzenia. Ja w mulach z Chez Leon zakochałam się bez pamięci i zdarza mi się wydać szalone pieniądze, aby tu jadać. Belgijskie mule wygrywają ze wszystkimi jakie miałam okazję do tej pory kosztować. Są na tyle wyjątkowe, że to specjalnie dla nich powstał wpis o jedzeniu w Belgii 🙂

Chez Leon. Bruksela. Dobre Mule.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przypuszczam, że moja znajomość belgijskiej kuchni jest dość uboga. Zwłaszcza, że zatrzymała się na mulach i stoi tu dość stanowczo 🙂 Jeśli jednak przy kolejnych wizytach w Belgii zdecyduję się na nowe smaki – obiecuję uzupełnić listę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *