Karolovy Vary – niezwykłe uzdrowisko w Czechach

Karlovy Vary

– małe miasteczko z międzynarodowym lotniskiem

Karlovy Vary. Dlaczego tutaj?

    O Karolowych Varach moje pokolenie słyszało wiele. Mnie ta niezwykła nazwa (cóż to za nazwa swoją drogą!!) miasta obijała się o uszy często, jednak gdyby ktoś zapytał mnie niespodziewanie: dlaczego Karlovy Vary są znane, niestety nie potrafiłabym odpowiedzieć.
Od kilku lat coraz bardziej aktywnie biorę udział w festiwalu filmowym Off Netia (obecnie) Camera (wcześniej Off Plus Camera), który ma miejsce w Krakowie. Jestem zachwycona filmami, które można zobaczyć na festiwalu, jego organizacją, atmosferą i bywa, że z tygodnia festwalowego, każdy dzień spędzam w kinie na 3 – 4 filmach. I w tym kontekście pojawiły się po raz kolejny Karlovy Vary. Karlovy Vary, które są czeskim kurortem, a jakże; mają piękne tereny trekkingowe owszem, ale również mają znany, bardzo stary i prestiżowy festwal filmowy. Znany we wszystkich krajach słowiańskich, odbywający się w 2018 roku już po raz 53!
No to jedziemy?!

Dojazd

    Dwie pasje (a jak się okaże i trzy!) na jednym wyjeździe – to lubię najbardziej! Zatem samochód zapakowany, w bagażniku pusto – tam jest miejsce specjalne: jadą z nami dwa psy, za to na dachu “trumna” czyli ratujący nas w takiej sytuacji dodatkowy bagażnik, zapas jedzenia w lodówce turystycznej, koce, gps i ruszamy w drogę. Jedzie nas trójka – trójka miłośników kina, podróży i przy okazji całkiem dobra obstawa dla organizacji czasu pomiędzy festiwalem filmowym, a potrzebami psów.
Podróż w tak obciążonym samochodzie nie należy do szybkich, zatem i krótkich. 600 km jakie dzielą nas do Karlovych Varów, doliczając przystanki, oraz drogę przez Niemcy, pozwalającą ominąć płatne autostrady w Czechach i uniknąć kupowania viniety, przejechaliśmy w 7h.

Noclegi

    Teraz kilka praktycznych informacji, czyli noclegi w tym niezwykłym kurorcie, w czasie festiwalu. Jeśli na tydzień czasu pragnęlibyście zatrzymać się w mieście, trudno będzie znaleźć nocleg dla 3 osób poniżej 3000 zł. Kiedy sprawdzam ceny jeszcze w Polsce, surfując po internecie, stawki przyprawiają o ból głowy. Szczęśliwie samochód jakim będziemy dysponować, pozwala na rozszerzenie poszukiwań na teren poza miastem. Dzięki temu znajdujemy domki w kompleksie campinogowym Vitkova Hora. Wygląda to dobrze: drewniany domek z łazienką i kuchnią położony na malowniczej górze kosztuje w tym okresie niecały 1000 zł. Wokół las, dużo szlaków, a do Karlovych Varów na nogach przez las 3,5 km spaceru. Samochodem do centrum miasta 7 min. Bierzemy!

Okolica

Decyzja okazuje się słuszna. Lokalizacja jest idealna dla ekipy z psami, która nie chce stołować się w restauracjach w centrum i ceni sobie odrobinę ciszy i prywatności. Warunki nie przyprawiają o zawrót głowy, ale woda w łazience jest ciepła, na miejscu czeka kuchenka z czajnikiem i lodówką, przed domkiem na trawie (lub wyniesionymi z domu stole i krzesłach) można jeść śniadania, obiady i kolacje, a tuż obok mamy hotel, gdzie można szybko zjeść dania czeskiej kuchni. Szlaki zaczynają się tuż przy domu. Spacerować – i biegać, bo oto okazuje się, że bez problemu można realizować kolejne swoje zainteresowanie, czyli biegi, można zaraz po wyjściu za drzwi. Spory las z bardzo dobrze wyznaczonymi szlakami, które prowadzą drogami leśnymi daje cień i chłód nawet w samo południe, kiedy letnie słońce (festiwal odbywa się w lipcu) mocno grzeje.

 

Karlovy Vary

    Czas zobaczyć samo miasto. A okazuje się, że jest co oglądać! Centrum miasta jest piękne. Stare, kolorowe kamieniczki, liczne parki, klomby obsadzone kwiatami, rzeka wokół której rozsiane są kawiarnie i restauracje, to wszystko wygląda jak z bajki. Ulicami wolno suną czarne BMW (sponsor festiwalu) wożące vipów, od których jest tutaj gęsto. Wszędzie towarzyszą im kamery i reporterzy. Ceny eleganckich sukni i garniturów przekraczają roczne zarobki niejednego śmiertelnika. Na rozstawionych w mieście scenach rozbrzmiewa muzyka. Słowem, miasto filmowe w całej swej okazałości!

Festiwal Filmowy

    Jest jednak duży mankament całej imprezy. Pierwszego dnia po prostu chcemy kupić bilety na kilka filmów, ale okazuje się, że nie ma żadnych dostępnych. Aby w kolejne dni uniknąć tego rozczarowania, kupujemy karnety, które powinnny umożliwić rezerwację biletów przez aplikację telefoniczną. Pobieramy więc aplikację, wiemy że rezerwacje przez internet zaczynają się na dzień wcześniej o godzinie 7 rano. Dobrze, że roaming jest bezpłatny, bo dla gości zza granicy to jednak pewien kłopot. Nauczeni jednak dobrymi doświadczeniami krakowskiego festiwalu, zakładamy, że o 7 rano zarezerwujemy bilety na interesujące nas filmy. Budzik nastawiony, filmy wybrane, o 7 rano zaczynam jako samotny ochotnik rezerwację biletów. I coż się okazuje? Guzik! Nie ma dostępnych biletów na wybrane przez nas filmy! Z wielkim rozczarowaniem dokonuję rezerwacji na to co jest – a zostało tylko kilka pozycji. Filmy dokumentalne z lat 60, pochodzące głównie z archiwów łotewskich. Powtórki kina klasy B z lat 80 grane o północy. Nie ma szansy wejść na nowości prezentowane na festiwalu. Wszystko to jakieś nieuczciwe, rozczarowanie jest, zwłasza, że ostrzyłam sobie zęby na polskie nowości pokazywane na festiwalu. Okazuje się, że polskie filmy są mocno oblegane. To jedne z najbardziej pożądanych projekcji.

    Mimo, że zobaczyłam kilka ciekawych filmów, po festiwalu filmowym pozostał duży niesmak. Nie podoba mi się jego organizacja, zarówno od strony zakupu biletów, konieczności posiadania aplikacji, jak i tego, że mimo posiadania karnetu, nie ma żadnej gwarancji, że uda się zobaczyć choć jeden film w danym dniu. Kolportaż biletów pozostawia wiele pytań odnośnie jego uczciwości i faktycznej dostępności dla zwykłego uczestnika festiwalu. Jeśli 3 minuty po godzinie umożliwiajacej rezerwację biletów nie ma już żadnego dostępnego miejsca na salach liczących 200 osób w kilkunastu kinach, bilety muszą być rozdawane wcześniej 🙁 Tym bardziej, że możliwość jaką pozostawiają organizatorzy – jeśli jesteś 5 min przed seansem, możesz wejść na film bez poasiadania biletu, jeśli na sali są wolne miejsca, pokazuje że na seansach nie ma pełnego obłożenia. Coż to jednak za komfort kiedy cały dzień trzeba spędzić na czekaniu pod salą (a jest ich dużo rozsianych po mieście) z nadzieją na wejście na seans, bez żadnej gwarancji, że to się uda? Dlatego nie polecam festiwalu w Karlowych Varach.

Waluta

    Kolejna praktyczna informacja. A raczej niepraktyczna uciążliwość. W Karlovych Varach trudno płacić kartą. Dotyczy to zarówno festiwalu (tylko jedna kasa obsługuje karty, stoi pod nią spora kolejka sfrustrowanych nieczeskich uczestników), jak i kawiarni, sklepów i restauracji. Bankomaty znajdują się tylko w centrum i znów stoi do nich kolejka ludzi przybyłych tu z innych krajów. Gotówka kończy się w centrum szybko, mimo że ceny nie należą do bardzo wygórowanych. W kantorach przelicznik na złotówki jest bardzo niekorzystny (100 zł to 550 koron, lub nawet 500 koron, kiedy w Polsce za tą samą kwotę otrzymamy ich 580). Lepiej jest posiadać euro.

Czechy jednak piękne są!

    Tyle z narzerkania, reszta pobytu to same przyjemności. Jedzenie w Czechach słynie z dobrych smaków, delektujemy się ich niezwykłą kofolą, spacerujemy po czystych lasach i zwiedzamy. Ja robię tony zdjęć, coraz bardziej zaprzyjaźniając się ze swoim nowym canonem i poszerzając wiedzę o manualnych ustawieniach. W parkach zachwycają ażurowe pergole, pijemy zdrowotne wody ze źródeł i oglądamy stragany pełne ceramicznych kubków we wszystkich możliwych wzorach i kolorach, co stanowi miłą odskocznię od chińskiej tandety. Biuro informacji turystycznej (w centrum) całe szczęście pozwala na opłaty kartą, mają tu kartki, znaczki, sporo folderów i bezpłatnych map miasta, na których zaznaczone są różne atrakcje. Jest z czego wybierać i co planować.

Atrakcje

    Szczególnie polecam przejażdżkę starą kolejką na górę Diana, gdzie znajduje się bezpłatna wieża widokowa na miasto, przyjemna restauracja oraz kilka atrakcji dla dzieci (między innymi hodowla motyli). Z góry szlakami można zejść do masta przez (a jakże) las, podziwiając po drodze słynny tutaj monument kozicy i zahaczając o niższe punkty widokowe. Na szlaku pełno ławek, a i tak trudno się zmęczyć, całość to zaledwie spokojny spacer.
Na dole czeka na nas przepiękna cerkiew, stary kościół Marii Magdaleny, oraz obiekty oferujące odnowę biologiczą i kąpiel w gorących źródłach. Wybór zależy od portfela. W mieście jeździ jeszcze jedna podziemna kolejka, której niestety nie udało nam się odwiedzić, z uwagi na walkę o wejścia na pokazy festiwalowe, potrzeby naszych psów i treningi biegackie. Po prostu nie starczyło czasu. Podobnie stało się z zamkami jakie znajdują się o okolicy. To wszystko będzie musiało poczekać na naszą kolejną wizytę.

Na koniec

    Tydzień w Karlowych Varach minął bardzo szybko. Pozostaje jak zwykle niedosyt i chęć powrotu. Okolica jest na pewno warta odwiedzenia i jeśli zastanawiacie się czy się tu wybrać – odpowiadam, zdecydowanie tak! Tylko może nie koniecznie na festwal filmowy 🙁

Na koniec mała ciekawostka. Przy górze Vysoka Hora znajduje się dość spore lotnisko. Szybki rzut okiem na rozkłady lotów pokazuje, że dwa razy w tygodniu goszczą tu dość duże samoloty z … Moskwy. Do tego codziennie ruch prywatnych samolotów i helikopterów. W mieście rzeczywiście bardzo dużo gości z Rosji. Kurort pozostaje w ich władaniu.

Szerokiej drogi podróżnicy! Dajcie znać gdzie bywacie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *