Maroko. Marrakesz – praktyczne informacje

Maroko – Afryka jeszcze europejska.

Do dziś pamiętam ten sobotni poranek, kiedy leniwie popijając kawę, zastanawiałam się jak w 2016 roku spędzić święta. Złożyło się tak, że cała rodzina w planach i rozjazdach, pozostało mi więc zdecydować, co robić będę ja. Dość długo wahałam się pomiędzy zaśnieżonym domem, a podróżą. Jednak zbliżający się czas świąteczny, z całą jego bezlitosną oprawą: choinki w supermarketach już po Święcie Zmarłych, zgrane kolędy, ciągle te same, w każdej stacji radiowej, życzenia świąteczne rzucane często w powietrze ludziom, którzy katolikami nie są i świąt nie obchodzą… Jednym słowem mało uważności na drugiego człowieka, dużo pośpiechu i powierzchownych działań, dość szybko pomógł mi podjąć decyzję – wyjeżdżam. Do kraju w którym nie będę zmuszona doświadczać tej świątecznej nachalności. I włączyłam wyszukiwarkę. I tak, znalazłam coś na co mnie było stać. Pakując plecak i wsiadając do samolotu czułam dumę, radość i niecierpliwość. Ponieważ wyruszałam spełnić swoje wieloletnie marzenie.

Marrakesz, meczet Bab Doukkala

Połączenia lotnicze.

Do Maroka lecę z przesiadkami. W 2016 roku nie ma jeszcze bezpośrednich lotów z Polski i nie ma jednego, najlepszego połączenia. Ja w jedną stronę zmieniam samolot w Rzymie, w drugą w Bergamo. Samolot Ryanair z Rzymu do Marrakeszu  jest duży i komfortowy.  Odprawa zaczyna się zaskakująco wcześnie, (czyli nie jest na ostatnią chwilę jak zwykle w Ryanair), co tłumaczę wylotem poza Unię Europejską, oraz zmianą kontynentu. Samolotem leci dużo Marokańczyków i innych arabskich narodowości. Na moje oko trudno odróżnić ich od Włochów, ale ci radzą sobie z tym świetnie i są dla Arabów bezlitośni. W połowie kolejki do odprawy pojawia się pracownica lotniska z miarką bagażową i zatrzymuje do mierzenia wielkości bagażu podręcznego tylko Arabów i Arabki. Oczywiście część z nich ma za duży bagaż, co wiąże się z dopłatą 50 euro. To dla nich bardzo dużo. Włoszka jest jednak bezlitosna.

Marrakesz.Uliczka i dom w Medinie

Marrakesz wita nas na lotnisku samymi zdziwieniami. Z samolotu spacerujemy sobie luźno przez płytę lotniskową pomiędzy samolotami. My, cały wielki samolot z Rzymu, oraz drugi samolot Ryanair, który właśnie przyleciał, równie duży i pełny.

1. Wypełniamy karty pobytu dostępne zaraz przy wejściu.

Tłum ludzi z dwóch samolotów (musi nas tu być blisko 400 osób) zatrzymuje się do wypełnienia małych karteczek na których musimy podać imię, nazwisko, numer i ważność paszportu, kraj z którego przylecieliśmy oraz adres hotelu w którym się zatrzymujemy. Całe szczęście pytania są przetłumaczone również na angielski (najlepszy język do komunikacji w tym kraju to francuski). Po wypełnieniu karteczek udajemy się do stanowisk kontroli paszportów. Kolejka jest gigantyczna i spędzam w niej prawie godzinę, mimo, że przy odprawie pracuje komplet pracowników lotniska. W kolejce poznaję Amerykankę, która proponuje mi wspólną taksówkę i spędzenie jutrzejszego dnia razem. Boi się sama poruszać po Marrakeszu. Kolejnego dnia wyruszy na zorganizowaną wycieczkę, ale teraz, nieco zagubiona potrzebuje towarzystwa. Ma 58 lat i jest nauczycielką. Myślę sobie – dlaczego nie? I zgadzam się. Dlaczego to nie jest najlepszy pomysł? Nietrudno się domyślić. Niestety ja zrobiłam to za późno. Ceny dla Amerykanów, jak się przekonamy, będą w Maroko zawyżone do granic możliwości i sięgną na prawdę mocno powyżej możliwości polskich portfeli.

Marrakesz. Plac Jemaa el Fna. Budki ze świeżym sokiem pomarańczowym (z wodą) oraz kobieta malująca turystkom dłonie henną przy plastikowym stoliku

2. Lotnisko. Formalności. Pieniądze.

Po podejściu do okienka, krótkiej rozmowie z panem, uzyskaniu pieczątki w paszporcie (bez tej pieczątki jesteśmy tu nielegalnie) i sprawdzeniu jej przez kolejnego kontrolera, wychodzimy za strefę odpraw. Wszyscy którzy jadą bezpośrednio do hotelu, spotkają tu oczekujących na nich kierowców, można tu wymienić pieniądze na marokańskie dirhamy – MAD (można je również wymieniać w mieście w kantorach i w hotelach. W miejskich kantorach kurs jest mocno upaństwowiony i różnica w kursie jest tak niewielka, że nie warto szukać lepszego czy gorszego kantoru. Nie jest pobierana prowizja. Średni kurs wynosi 10, 55 MAD za 1 euro), zaraz za wyjściem czeka na nas autobus.

Marrakesz. Taksówki w mieście są koloru żółtego. W tle autobus miejski.

3. Marokańska realność. Ceny.

Jak to mówią, dla towarzystwa cygan dał się powiesić. Stąd też z Amerykanką zgodziłam się pojechać taksówką, zamiast wsiąść do autobusu, gdzie bilet kosztował 30 MAD (3 euro) w nadziei, że jadąc wspólnie podzielimy się płatnością za kurs. Nic bardziej mylnego. W tym punkcie powiedzieć muszę, że mój pobyt w Maroko nauczył mnie jednego. Można to ująć słowami: jak się nie obrócisz, Arab zawsze będzie z tyłu i zrobi cię w konia. I tak właściwie było przez cały mój pobyt :)

Marrakesz. Skutery – najpopularniejszy środek transportu w mieście. Jest ich bardzo dużo.

Wracając do transportu z lotniska do miasta. Na prawdę warto pojechać autobusem, jeśli wasz hotel znajduje się w starej części miasta zwanej Mediną. Dworzec autobusowy, na który przyjeżdża autobus z lotniska, znajduje się tuż przy murach miejskich za którymi zaczyna się Medina. Całą odległość z dworca do hotelu w Medinie można spokojnie pokonać pieszo, ale należy mieć adres hotelu i bardzo szczegółową mapę Mediny (inaczej nie połapiecie się w jej krętych uliczkach). Można też pytać o drogę stojących na skrzyżowaniach mężczyzn, którzy bardzo chętnie zaprowadzą was do hotelu. Będą chcieli za to jednak pieniądze (min. 10 MAD – 1 euro). Jeśli nie chcecie im płacić, trzeba to powiedzieć od razu. I tak pokażą wam orientacyjny kierunek, ale nie pójdą z wami jako przewodnicy. Medina jest na prawdę rozległa i pełna zakamarków.

Marrakesz. Uliczka w Medinie

4. Taksówka.

Można korzystać z usług taksówki. Ludzi w Marrakeszu często to robią i jest to bardzo popularne. Dosiadają się do taksówek, które już mają pasażerów, jeśli jest jeszcze miejsce w samochodzie i dopłacają za swój odcinek.
Transport z lub na lotnisko nie powinien kosztować więcej niż 50 MAD (5 euro), ale możecie być pewni że nikt nie zaproponuje wam takiej ceny. Zwłaszcza, jeśli zaczniecie rozmawiać po angielsku, bo od razu wezmą was za Amerynkanów i zedrą z was bardzo dużo. Tak też stało się w naszym przypadku. Słysząc akcent mojej współtowarzyszki, taksówkarz zaproponował nam 200 dh za kurs, na co my, prosto z samolotu, zgodziłyśmy się zupełnie niepotrzebnie. Polecam mówić po polsku, dopiero potem przejść na łamany angielski. Zupełnie inaczej negocjuje się stawki. Marokańczycy znają polskich turystów, słysząc „Polska” zadają od razu pytanie – dlaczego tak bardzo nie lubimy Radia Maryja. Chyba nikt wcześniej nie odpowiedział jak ja, bo miny moich słuchaczy mocno się zasępiły. Jak myślicie co im powiedziałam (proponuję zgadywać w komentarzu:) )?

Marrakesz. Medina, suk

4. Hotele w Medinie.

W starym mieście znajdziecie mnóstwo ofert noclegowych w cenach, o jakich w Europie można tylko śnić. Łóżko we wspólnej sali, bez problemu znajdziemy już za 70 MAD (7 euro), a pokój dla jednej osoby za 130 – 150 MAD (13 – 15 euro). Warto jednak wiedzieć co dostaniecie za tą cenę i przygotować się do tej “fantastycznej” oferty. Pokoje są zwykle małe i ciasne, bez łazienki. Często nie mają okna lub są w piwnicy. Czasem nie mają drzwi, tylko coś na kształt westernowskich “skrzydeł” na kłódkę (co z tego skoro szpara na dole pod drzwiami ma ok 70 cm, każdy może przejść). W hotelu często nie ma ciepłej wody. Współna łazienka ma krzywe drzwi, które ledwo się zamykają, beton zamiast brodzika w prysznicu i generalnie wrunki poniżej wszelkiej krytyki. Jeśli chcecie mieszkać w takim hotelu, koniecznie zabierzcie ze sobą klapki pod prysznic, własne mydło i ręcznik, i przygotujcie się na to że łóżka nie mają pościeli. Dostajecie nigdy nie prane poduszki, narzutę i koce. Koniec. Ja spałam w ubraniu.
Lepsze hotele z ciepłą wodą i własną łazienką, a często również i śniadaniem znajdziecie od 300 MAD za noc.

marokańskie słodycze, cena nieznana (inna dla każdego turysty w zależności od kraju pochodzenia), suk

5. Marrakesz.

Miasto wielkości Krakowa. Miasto kupców i interesów. Poza centrum, miasto o pięknych osiedlach i bardzo dobrej architekturze, planowaniu, czystych, obsadzonych zielenią, zadbanych. Centrum miasta, czyli Medina, sprzątana jest codziennie. O poranku śmieciarze zamiastają bud i zbierają go do wielkich koszy. Mimo to jest tu brudno. W sumie nie ma się co dziwić, skoro każdy rzuca śmieci na ulicę. Nigdzie nie ma koszy na śmieci. Domy są odrapane, dachy z blachy obciążonej kamieniami i żelastwem. Gdzieniegdzie na ulicy pomiędzy domami leży gruz. Wspomnienie domu.

Marrakesz, Medina

W Marrakeszu czas spędzać można chodząc po Medinie, rozmawiając z kupcami, wąchając perfumy i przyprawy, podziwiając rękodzieło. Jeśli lubicie zwiedzać, miasto ma dla was również atrakcyjną ofertę. Cześć atrakcji przedstawiam poniżej, pozostałe są łatwe do odnalezienia w przewodnikach i na stronach internetowych:

Pałac El Bahia, dawna siedziba królów. Wstęp 10 MAD (1 euro)

Marrakesz, pałac el Bahia

 

Ogród i park Jardin Majorelle. Nieduży, ale pięknie zagospodarowany ogród botaniczny Yves Saint Lorenta, przy jego ulicy, pełen rzadkich roślin, zwłaszcza kaktusów. Wstęp 70 MAD (7 euro)

Jardin Majorelle

Mury miejskie wokół starej części Marrakeszu. Ponoć najpiękniejsze w czasie zachodu słońca. Z uwagi na własne bezpieczeństwo nie przebywałam po zachodzie słońca poza hotelem, więc niestety nie wiem.. Oglądanie bezpłatne :)

Marrakesz, mury miejskie

 

Grobowce Sadytów. XVI – wieczne mauzolea otoczone ogrodem, piękne zdobienia. Można korzystać z usług przewodnika w języku anielskim, niemieckim, włoskim, hiszpańskim. Wstęp 10 MAD (1 euro)

Grobowce Sadytów

Marrakesz Medina suk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *