Kim jest Powsinoga?

Dzień Dobry. Nazywam się Powsinoga.

Dlaczego? Badając korzenie swojej rodziny znalazłam w nich, doskonale zmieszane, nazwiska szlacheckie i chłopskie. Chłopami nadal są dalsi członkowie rodziny, dzięki którym poznałam smak mleka prosto od krowy, pomagałam w żniwach, przyganiać krowy z pastwiska, czy nakarmić świnie. To tam w oborze siadywałam na całe godziny, czekając aż zwierzęta zapomną o mojej obecności i swobodne, zachowywać się będą jak co dzień. A później patrzyłam i chłonęłam.

Po szlacheckiej stronie zaś zostało kilka obrazów, mały palec u dłoni, który nigdy nie dotyka filiżanki i wspomnienie wyniosłości jaką widywałam w stosunku do chłopskich korzeni. Bo zdarzył się mezalians.

Bez względu na pochodzenie, wszystkie strony mojej rodziny wzbogaciły się w czasie wojny, na nieszczęściu innych. Nic mi nie wiadomo o choćby jednej osobie, która prócz zabezpieczenia własnego interesu pomagałaby innym ludziom. Losy rodziny rozrzuciły mogiły po świecie. Kłaść kamienie i palić świece mogę w Niemczech, Austrii, Na Śląsku, a jak dalsze tropy wskazują, również we Lwowie i dalej w kierunku stepów. Moje niezwykłe nazwisko rodowe odnaleźć można również za oceanem. Ja zaś wychowywałam się w Afryce.

Obserwacje i rozmowy z podróżnikami pokazują pewną cechę wspólną dla niespokojnych duchów: brak stałości w dzieciństwie, częste przeprowadzki, podróże. Mam hipotezę, że to właśnie niespokojny tryb życia dziecka sprawia, że w dorosłym człowieku oswojone i pokochane jest odkrywanie nieznanego, ciągłe zmiany, ryzyko i dreszczyk emocji. Koczownictwo. Chyba, że nosimy w genach pamięć przodków, którzy w moim przypadku, pochodzą właśnie ze stepów..

Szukając pseudonimu dla swojego niemłodego już podróżniczego ducha, przed oczyma miałam właśnie pierwsze samodzielne wędrówki, gdy jako dziecko przyjeżdżałam na wieś do rodziny. Włóczyłam się wtedy po jedynej wiejskiej drodze, po polach i po lesie, nad małym strumykiem. Nie jak Włóczykij, lecz jak Powsinoga, bez celu, bez pomysłu, ale z ogromną ciekawością. A że teraz, wiele lat później, z bagażem ciężkich doświadczeń w życiu, kiedy wyjeżdżam, znów snuję się po ulicach i zaglądam w wiele tajemniczych zakamarków, balansując czasem na granicy bezpieczeństwa, sypiam w najgorszych hotelach i jadam kebab u Turka, Powsinoga pozostała najlepszym pseudonimem.

Pomysł na bloga pojawił się z chęci przekazania innym niespokojnym duchom informacji podstawowych, które pomagają w organizacji samodzielnych podróży. Dla ludzi, którzy jak ja, pójdą w stronę, w której zaciekawi ich detal nieodkryty, pomijając często największe i najbardziej oblegane atrakcje, a informacje o miejscowych cenach sprawią, że nie wydadzą fortuny na rzeczy, które można mieć taniej. Sama wracam do zapisanych na blogu informacji planując kolejną wizytę w opisanym już przeze mnie wcześniej kraju.

Niestety nie opowiem Wam o Zurychu, Madrycie, Santiago de Compostella, Luksemburgu, Alicante i Maladze, w których byłam na tyle dawno, że nie pamiętam już informacji praktycznych. A wpisów na temat piękna tych miejsc robić nie będę. Sami zobaczycie jak tam jest. Czy warto?

Zawsze tak!

Powsinoga 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *